Magnificon 2019 – relacja z trzydniowego konwentu

Magnificon 2019 – relacja z trzydniowego konwentu

27/06/2019 przez Bartosz Kęprowski

Witam wszystkich fanów anime i szeroko pojętej fantastyki! Jak tam dopisują Wam nastroje po niedawno Magnificonie? Ja niestety mam dość mieszane odczucia. Już trzeci raz brałem udział w krakowskim konwencie i muszę przyznać, że z roku na rok uroczystość ta coraz bardziej traci w moich oczach i bynajmniej, nie jest to z powodu oferowanych atrakcji czy prelekcji. Zacznijmy jednak od początku.

Piątek – przygodę czas zacząć!

Skupmy się najpierw na niezaprzeczalnych wadach tegorocznej edycji Magnificonu. Otóż zdecydowanie największą bolączka omawianego wydarzenia była jego organizacja. Problemy zaczęły się już od przybycia na miejsce. Godzinę po rozpoczęciu konwentu, kolejka sięgała za ogrodzenie EXPO Kraków… Spytacie jakim cudem? Nie mam zielonego pojęcia, Przecież skala Pyrkonu jest nieporównywalnie większa, jednakże tam, czas stania w kolejce nie przekracza dwóch godzin z hakiem, przepraszam, nie pamiętam, abym oczekiwał na wejście więcej niż 30 minut. Na Magnificonie 2019 ostatni odwiedzający wszedł na teren omawianego wydarzenia kilka minut po 22.00. Naprawdę jestem tym faktem zszokowany. Nie było można zatrudnić większej ilości helperów do pomocy przy wydawaniu biletów?

Niemniej dobra, pomyślałem sobie: pechowy start, może nawet i falstart, dalej będzie lepiej… otóż niekoniecznie…

Po wejściu na miejsce otrzymałem w swoje ręce tandetnie zrobiony informator po tegorocznym Magnificonie, który stanowiła prowizoryczna tabelka z godzinami, salami i nazwami poszczególnych prelekcji. Tak, dobrze czytacie. Oprócz nazwisk prowadzących dane eventy, nie było ani jednego słowa opisu na ich temat. Niestety mocno to utrudniało wybór odpowiedniego panelu. Dla przykładu, Motyl w krainie samurajów, niekoniecznie każdemu musi kojarzyć się z obrazem gejszy w Japonii na przestrzeni lat, czyż nie?

Kolejnym zawodem była organizacja koncertu vocaloidów. Event wystartował dopiero 15 minut po czasie, w związku z czym musiałem go opuścić przed oficjalnym zakończeniem, ponieważ inna, interesująca mnie prelekcja, rozpoczęła się oczywiście punktualnie, nie bacząc na potencjalne opóźnienia pozostałych atrakcji. Ponadto organizatorzy poszli na totalną łatwiznę i nie usunęli ze sceny instrumentów muzycznych, zasłaniając nimi jeden z trzech ekranów, na którym tańczyły uwielbiane przez tłumy, wirtualne postaci. Ja rozumiem, że zaraz po widowisku z vocaloidami w roli głównej odbywał się koncert prawdziwego zespołu, jednakże perkusję chyba można było szybciutko wnieść po przedstawieniu, czyż nie? Poza tym zabrakło nawet słowa wstępu… Było ciemno, wszyscy czekali już zniecierpliwieni… i nagle koncert ruszył. Muszę przyznać, że po opisywanych sytuacjach, mój ogromny zapał do tegorocznego Magnificonu bardzo osłabł… Szczęśliwie sam pokaz vocaloidów, nie ważne jak bardzo był źle zorganizowany, i tak zrobił na mnie pozytywne wrażenie, a także zapewnił ucztę zarówno dla oczu, jak i uszu.

Kolejnym piątkowym przystankiem na mojej tegorocznej wyprawie po EXPO Kraków była poprowadzona z ogromną pasją prelekcja o teatrze wodnych lalek autorstwa Hoa. Bardzo zresztą polecam wykłady tej pani, która wie, jak poprowadzić swoją prezentację, aby nikt ze zgromadzonych nie nudził się na niej ani przez chwilę. Posiada po prostu wrodzony dar.

Następnie wpadłem na pasaż handlowy, gdzie, jak co roku, każdy z odwiedzających EXPO kraków mógł się wyposażyć w japońskie słodycze, biżuterię, mangi, używane gry na konsole, odzież, poduszki, kubki i wiele, wiele innych, mniejszych lub większych upominków. Warto tutaj też dodać, że przed wejściem na scenę główną pojawiło się stoisko reklamujące Cracow Game Days z niezłymi tytułami do ogrania, ale tym rozpiszę się w dalszej części mojego artykułu.

Po zaopatrzeniu się w mangi ruszyłem na dwugodzinną prelekcję poświęconą gejszom i muszę przyznać, iż naprawdę wiele z niej wyniosłem. Była to dla mnie pouczająca opowieść o niedocenianym, japońskim klejnocie. Po wyczerpującym, lecz satysfakcjonującym wykładzie przyszła pora na nocną pogadankę o politycznej poprawności w filmach oraz grach. Tutaj każdy mógł wyrazić swoje zdanie, a prowadzący skutecznie zachęcał do dyskusji zadając odpowiednie pytania i odwołując się do poszczególnych filmów, anime i mang, gdzie omawiane zagadnienie aż prosiło się o stosownym komentarz. I tym miłym akcentem skończyłem pierwszym dzień Magnificonu.

Cosplay’owa sobota

No i zaczął się zdecydowanie najważniejszy dzień tegorocznej edycji krakowskiego festiwalu fantastyki. Niestety i tutaj spotkało mnie kilka rozczarowań. O ile ponownie nie zawiodły prelekcje, z przyjemnością bowiem słuchałem o japońskich świątyniach, jak również ewolucji tradycyjnej rodziny z Kraju Kwitnącej Wiśni, a dziewczyny, które powzięły na swoje barki iście grobowy temat, czyli obrządki pogrzebowe we wspomnianym przed chwilą państwie, z niezwykłą gracją i niezaprzeczalną charyzmą nie tylko omówiły swoje zagadnienie, lecz również sprawiły zgromadzonej widowni szeroki uśmiech na twarzy…. Zbytnio jednak odbiegam od tematu, wybaczcie… To konkursy cosplay, oraz musical My Hero Academia, wisienki na torcie tegorocznego konwentu w Krakowie, zwyczajnie zawiodły… Wróć, nie sama jakość tych eventów, stroje w większości były genialne i warte zobaczenia, a przedstawienie muzyczne godne wszelakich pochwał. Kolejny raz dała o sobie znać tragiczna wręcz organizacja. Wyobraźcie sobie, przychodzicie na musical, wybieracie sobie miejsce, a tu nagle zjawia się przed Wami kobieta, która staje zwyczajnie przed scenę, miej więcej na środku i zaczyna kamerować show nie bacząc na fakt, iż zupełnie odbiera większej części widowni możliwość oglądania wyczekiwanego przez nich przedstawienia. Brzmi kuriozalnie? Media powinny wtopić się w tłum i nie niszczyć odwiedzającym konwentu? zapomnijcie o tych zasadach. Magnificon 2019 złamał wszystkie propagowane przez pozostałe konwenty nieformalne umowy pomiędzy organizatorami a uczestnikami. Poza tym przecież ludzie zapłacili za wstęp, mieli więc prawo obejrzeć musical, czyż nie? Niestety ta oczywistość nie była oczywista dla włodarzy tegorocznego festiwalu fantastyki w Krakowie. Cóż z tego, że aktorzy występujący na scenie dali niesamowite, pełne śmiechu oraz czasem i niewymuszonych wzruszeń widowisko, które momentami dosłownie porywało. W mojej głowie zachowa się jedynie obraz zasłaniającego mi scenę cielsko kamerzystki w czerwonym kimonku. Brawa za profesjonalizm psze pani, mam szczerą nadzieję, że czekają panią niemiłe konsekwencje.

Przejdźmy teraz do pokazów cosplay… O ludzie… Tutaj również kamerzyści dali za przeproszeniem dupy po całości. Nie wspomnę już o niewykorzystanych bocznych ekranach. Przecież, skoro już organizatorzy zdecydowali się je zastosować, to mogli wyświetlić na nich trwające na głównej scenie występy, a nie podesłane im przez cosplay’erów tła do poszczególnych pokazu… Po prostu nie do pomyślenia. Same występy, jak i stroje, zarówno we wszystkich trzech konkursach – Debiut, Standard i EC / ICL – były warte zobaczenia. Niemniej zaskoczyła mnie bardzo mała ilość biorących udział w pokazach cosplay’erów… Przecież dzięki Magnificonowi zwycięzcy mają szansę reprezentować Polskę za granicą… Skąd więc aż tak porażająco niska frekwencja cosplay’rów? Na tegorocznym Pyrkonie zawodników biorących udział w Maskaradzie było ponad 40! Tajemnica tkwi chyba za kulisami tych przedstawień. Otóż wyszły na jaw bardzo niefajne zagrania organizatorów zarówno względem cosplay’erów, jak i jury. Runda dla sędziów została przeprowadzona podczas koncertu w małej fotobudce, gdzie każdy mógł przeszkodzić w rozmowie i ocenie stroju, zaś fotki przygotowanych przebrań robiono w pospiechu, bez wsparcia czy zdrowego podejścia do uczestników. Same jury także zostało potraktowane z góry. Przepraszam, pokazy i konwent naprawdę mi się podobały, ale to, co przeczytałem w sieci o ich kulisach, zmroziło moją krew w żyłach.

Po konkursach cosplay, gdzie miałem okazję zobaczyć kilka prawdziwych perełek, czego w żadnym razie nie żałuję, wybrałem się na nocny przegląd japońskich horrorów. Przy zgaszonym świetle oraz dzięki utalentowanej prelegentce, wykład miał swój mroczny klimat i z duszą na ramieniu, lecz również beztroskim uśmiechem,opuściłem EXPO Kraków.

Growa niedziela

W ostatni dzień krakowskiego festiwalu fantastyki postanowiłem się wyszaleć na całego. Wziąłem więc udział w przeróżnych elektronicznych rozrywkach, poczynając od gier tanecznych, mowa tutaj DDR-kach, poprzez pełne rozmaitych tytułów stoisko Cracow Game Days, a skończywszy na UltraStar, czyli karaoke. Było rewelacyjnie! Niemniej przybliżę Wam jedynie stoisko Cracow Game Days, ponieważ reszta wspomnianych atrakcji to nieodłączne elementy każdej edycji Magnificonu. Zatem uczestnicy konwentu dostali możliwość ogrania najnowszej części Mortal Kombat, zarówno na małym, jak i wielkim ekranie, a także Rage 2 czy Jump Force, oj było na co popatrzeć, co porobić. Na sam koniec festiwalu pozwoliłem sobie jeszcze raz zajrzeć do sal prelekcyjnych i spędziłem godzinę z Tomo, słuchając o japońskich świętach.

Tyle, tak wyglądała moja wyboista przygoda z tegorocznym Magnificonem. Mimo iż wieloma rzeczami ogromnie się zawiodłem, to czas poświęcony na omawianym konwencie nie uważam za zmarnowany. Warto tutaj pamiętać, że takie uroczystości tworzą przede wszystkim jego uczestnicy. Mimo iż organizacja leżała i kwiczała, to prelegenci, zespoły muzyczne czy cosplay’erzy zrobili wszystko, co w ich mocy, aby ratować trzydniowe show fantastki. I podołali swojemu zadaniu zaskakująco dobrze. Zatem Czołem, do zobaczenia na innych konwentach!

Autor: Bartosz Kęprowski
Autor zdjęć: Anna Bylica