Pyrkon 2019 – relacja z niesamowitego festiwalu fantastyki!

04/05/2019 przez Bartosz Kęprowski

Niedawno zakończyła się tegoroczna edycja jednego z największych w zachodniej części Europy festiwali fantastyki. Mowa tutaj oczywiście o Pyrkonie 2019. Jak dopisują wam nastroje po rzeczonej imprezie? Mangi zakupione? Wspomnienia głęboko schowane w zakamarkach waszej pamięci? Zdobyliście nieco fachowej wiedzy na interesujące was tematy? A może poznaliście i zaprzyjaźniliście się z ludźmi dzielącymi z wami wspólne pasje? Mógłbym napisać tutaj jeszcze kilkanaście podobnych pytań, lecz nie o to przecież chodzi. Mam nadzieję, że wszyscy świetnie się bawiliście i wyciągnęliście maksimum przyjemności z minionego wydarzenia. Przejdźmy zatem do wspominania i ponownie zanurzmy się w tę niesamowitą atmosferę uwielbianej przez nas fantastyki. Gotowi? A więc zaczynajmy!

Prelekcyjny piątek

Najpierw skupię się na prelekcjach, które stały na bardzo wysokim poziomie. Po pierwsze, mnogość tematów podzielonych na odpowiednie sekcje i odbywające się w specjalnie przygotowanych dla nich salach, w jednym, wyznaczonym do tego pawilonie, pozwalały uczestnikom łatwo odnaleźć się w programie i szybko znaleźć interesujący ich wykład. W tym przypadku nie mogę nic zarzucić organizatorom wydarzenia. Było to niezwykle przemyślane rozwiązanie. Wróćmy jednak do jakości oferowanych prelekcji. Wraz z towarzyszącą mi dziewczyną udało nam się dostać na wykład poświęcony filmowej fantastyce. Prelekcja skupiała się na ewolucji sztucznej inteligencji w kinowych obrazach. Muszę przyznać, że mimo iż od kilka lat silnie interesuje się kinematografią, to o większości z wymienionych na wykładzie pozycji nie miałem zielonego. Niemniej dzięki niemu ogromnie poszerzyłem swoją wiedzę. Po zakończeniu pouczającego wywodu wspólnie postanowiliśmy jeszcze chwile pozostać w temacie kinematografii i udać się na prelekcje o Biedronce i Czarnym Kocie. Warto tutaj dodać, że wykładów poświęconych tej animacji było kilka, łącznie ze spotkaniem fanów. Tak więc podczas Pyrkonu 2019 sympatycy serialu mogli spotkać się z jego twórcami oraz znanym youtuberem, Olchusiem, który od długiego czasu zrzesza zwolenników tego animacji i dostarcza fandomowi licznych ważnych informacji o ich ulubionym widowisku. Nie lada gratka, co nie?

Po tych dwóch wykładach przyszła pora na przerwę w postaci czegoś niebanalnego. Otóż, jakby tego było mało, na Pyrkonie nie zapomniano również o zwolennikach kultury wyższej. Mowa tutaj o przedstawieniu teatralnym Przekładaniec inspirowanym scenariuszem Stanisława Lema. Muszę przyznać, że przez całą godzinę byłem pochłonięty dziejącą się na scenie opowieścią, która jednocześnie śmieszyła, szokowała oraz wprawiała w zdumienie. Przedstawienie postawiło również przed widzami kilka ciekawych pytań odnośnie przyszłości ludzkości i prawdziwej tożsamości człowieka.

Będąc pod nie małym wrażeniem niesamowitego przedstawia raz jeszcze wybrałem do pawilonu 15 na dwie ostatnie prelekcje, które moim zdaniem były najciekawsze. Nie martwicie się, nie będzie znowu o kinematografii. Szczęśliwie nie tylko samymi anime, serialami czy filmami żyły sale prelekcyjne. Zatem wpadliśmy tym razem na halę komiksową, gdzie prowadzący postanowili przedstawić uczestniczkom konwentu najbardziej chamskie zagrywki wydawnictw komiksowych. Dzięki temu udało mi się poznać ciemne strony DC i Marvela, jak również zmarłego jakiś czas temu Stana Lee. Z kolei zwolennicy paleontologii mogli udać się na interesujący wykład o prehistorycznych stworach, które swoim wygląd przypominały dobrze nam znane z legend oraz srebrnych ekranów fantastyczne bestie. Przy okazji sam prowadzący niejednokrotnie wykazywał się ironicznym poczuciem humoru i często potrafił rozbawić zebranych na sali uczestników, pomimo późnej pory wykładu.

Zmierzch się zaczął zbliżać, lecz razem z towarzyską nie mieliśmy w planach marnować czasu. Tak wiec wybraliśmy się do pawilonów 7 i 8. Oba, typowo wystawowe, stanowiły piękną wizytówkę tegorocznego Pyrkonu. Przepiękne figurki, obrazy, a także tętniące własnym życiem wioski tematyczne. Tutaj nie tylko mogliście wziąć udział w licznych konkursach i zdobyć m.in. darmowe wejściówki na inne konwenty, zrobić sobie zdjęcia w niecodziennych sceneriach, lecz również spędzić czas w gronie osób uwielbiających te same tematy, co Ty. To po prostu trzeba było zobaczyć na własne oczy.

Piątek skończyłem wybierając się na kino plenerowe. Wysoka temperatura, pomimo późnej godziny, na zegarach zdążyła już przecież wybić północ, gwieździste niebo i ogromny ekrany oraz wygodne leżaki. Czego można chcieć więcej? Multikino przygotowało dla wszystkich uczestników festiwalu nocny pokaz kultowego obrazu grozy pt. Blade: Wieczny Łowca. Dla mnie był to prawdziwy powrót do dzieciństwa, gdy z wypiekanymi na twarzy oraz, rzecz jasna, niemałym strachem oglądałem horror w domu, bezpieczny pod swoją kołderką… Tak wiec obejrzenie klasyka na dużym ekranie było wręcz spełnieniem marzeń i doskonałym zakończeniem pierwszego dnia Pyrkonu 2019.

Cosplay’owa sobota

Nie da się tego ukryć, że główną atrakcją każdej edycji Pyrkonu jest Maskarada. Tak więc, razem z moją towarzyszką jeszcze na 1,5h przed samym wydarzeniem ustawiliśmy się w kolejce, aby mieć pewność wejścia na salę. Tak, dobrze czytacie, chętnych na uczestnictwo w pokazie cosplay nie brakuje, więc kolejki już bardzo wcześnie osiągają wręcz niemożliwe rozmiary. Niemniej zanim w ogóle zajęliśmy swoje miejsca w oczekiwaniu na pokaz, udaliśmy się z samego rano do pawilonu 11, gdzie zaplanowano tym razem Blok Dalekowschodni. Moją uwagę przyciągnęło ogłoszenie o teatrze jednego aktora i pomyślałem sobie wówczas, że nie mogę tego przegapić. Tak więc trafiliśmy na dość specyficzny występ. Coś podobnego do mima bądź minimalistycznego przedstawienia teatralnego. Najpierw widownię wprowadzono w temat. Dopiero potem scenę oddano dwóm aktorom, mężczyźnie i kobiecie, którzy na zmianę, przy użyciu kilku rekwizytów zaprezentowali kilka krótkich, zawsze zabawnych i o przewrotnej puencie historyjek. Muszę przyznać, iż wprowadziły mnie w rewelacyjny humor na resztę dnia.

Pozytywnie nastrojony udałem się na główny punkt programu – Maskaradę. Od razu muszę tutaj zwrócić uwagę na ogromny rozwój tegoż widowiska. Jeszcze rok temu, był to zwykły pokaz jakich wiele, z większą nieco scenę i specjalnym wybiegiem przygotowanym z myślą o fotoreporterach. Teraz przedstawienie cosplay zdecydowanie zyskało rozmachu. W końcu poprawnie wykorzystano telebimy, pomyślano nawet o studio, w którym specjaliści na bieżąco relacjonowali dziejące się na scenie wydarzenia. Wow! Dodało to przedstawieniu światowości i telewizyjności, poczułem się, jakbym brał udział w jakimś antenowym programie. Byłem zachwycony. Dzięki takiej organizacji przedstawienia widzowie okupujący dolne, jak i górne sektory mogli w pełnym stopniu cieszyć się pokazem. Ci z przodu obserwowali cosplay’erów z bliska, widzowie z kolei znajdujący się na dalszych miejscach występ mogli podziwiać na telebimie. Poza tym, dla wszystkich uczestników, którym nie udało się dostać na salę, zaproponowano transmisję na żywo, wyświetlaną na odpowiednich ekranach znajdujących się poza wspomnianą halą. Tyle odnośnie organizacji samego wydarzenia. Co natomiast z przedstawieniem, było warte trudów i całej otoczki, o której napisałem wyżej? Zdecydowanie. Miałem okazję oglądać trzy Maskarady i o ile pierwsza była dla mnie świetna (pamiętajcie, iż nigdy wcześniej jej wówczas nie widziałem), o tyle druga nieco rozczarowała – było mniej strojów, ich jakość wykonania nie zawsze mnie przekonywała, królowała też ogromna powtarzalność i nieprzemyślane prezentacje – niektóre strasznie amatorskie. Jak to się ma do tegorocznej Maskarady? Trzeci konkurs cosplay był w mojej opinii zdecydowanie najlepszy. Przeogromna różnorodność dopracowanych w najmniejszym stopniu strojów, niesamowite występy, cechujące się dużą pomysłowością, po prostu wow! Chciałbym, aby każda edycja Maskarady była tak widowiska oraz emocjonująca, jak ta z 2019 roku, którą pewnie będę długo wspominać.

Warto tutaj dodać, iż w przerwie na oczekiwanie wyników, organizatorzy zdecydowali się zrezygnować z laser show na rzecz prawdziwego pokazu mody. Zatem swoje stroje zaprezentowały znane marki w dziedzinie mody. Niemniej cały pokaz został podporządkowanej pewnej historii, którą przed właściwym występem wygłosił prowadzący Maskaradę. Warto dodać, że gospodarz spisał się rewelacyjnie, jak zawsze. Dopiero po monologu Macieja, biorącego udział także w pokazie mody, rozpoczęto pokaz. Każda z prezentujących się podczas Maskarady marka w dziedzinie mody, opowiadała jeden określony segment historii. Trzeba przyznać, iż bawiłem się naprawdę dobrze, a co za tym idzie, oczekiwanie na wyniki minęło mi szybko. Niemniej, jak zawsze, zupełnie nie zgodziłem się z wyborem jury, ale gusta są różne i nie zamierzam się tutaj z nikim spierać. Miałem po prostu inną listę zwycięzców.

Jednak nie tylko samą Maskaradą człowiek żyje. Po pokazie cosplay razem z dziewczyną udaliśmy się do pawilonu 5, który w całości należał do handlarzy. Zrobiliśmy małe zakupy – książki, mangi, biżuteria – oczywiście w ofercie były też figurki, odzież (spódnice, gorsety, bluzki, T-shirty), ozdobne kubki, różnego rodzaju akcesoria z postapokaliptycznym motywem (kielichy, zegary), japońskie słodycze i wiele wiele innych … Nie będę tutaj wymieniać wszystkiego, bo zabrakłoby mi na wszystko wirtualnego atramentu. Pawilon 5 był krainą fantastyką płynącą, gdzie mogliście znaleźć wszystko, czego tylko wasza dusza mogłaby zapragnąć.

Poza tym udało nam się również załapać do prowizorycznego planetarium. Prowadzącym pokaz prezentował w swego rodzaju dmuchanym iglu cały układ planetarny. Oczywiście tematem krótkiego filmu było zwrócenie uwagi uczestników Pyrkonu na dużą różnorodność planet, a także ukazanie wyjątkowości Ziemi, nie bez powodu zwanej Niebieską Planetą. Prowadzący w dość nieoczywisty sposób nawoływał do szanowania i dbania o naszą rodzimą planetę. Stwierdził, że to jego ulubiona planeta z całego układu, ponieważ to tutaj spędzi całe swoje życie, za co jest jej bardzo wdzięczny. Przekaz piękny. W taki dość refleksyjny sposób zakończyłem sobotę, będącą równie udanym, co piątek, dniem konwentu.

Sentymentalna niedziela

Ostatni dzień konwentu jest zawsze najtrudniejszy. To bowiem ostatnia okazja, by jeszcze kila godzin pooddychać niesamowitą atmosferą oraz upajać się klimatem trwającego, lecz nie ubłagalnie zbliżającego się do końca wydarzenia. Zatem chcąc wyciągnąć z tegoż dnia jak najwięcej, od razu jeszcze raz udałem się pawilonu 5, w celu kupienia ostatnich pamiątek i mang. Muszę tutaj zaznaczyć, ze czasem warto wstrzymać się z zakupami, szczególnie jeśli chcemy nabyć coś bardzo drogiego. W niedzielę bowiem wszyscy handlarze, chcąc za wszelką cenę sprzedać jak najwięcej swoich towarów, spuszcza ceny nawet o 30% wyjściowej wartości przedmiotu. Może obniżka dla jednej czy dwóch mang nie jest aż tak duża, lecz w przypadku zakupu 10 lub więcej, staje się naprawdę znacząca.

Tak więc po szybkich zakupach, zahaczyłem jeszcze o fotobudkę – nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam zawsze strzelić sobie pamiątkową focie z wydarzenia, w którym aktualnie biorę udział, i ruszyłem z dziewczyną do pawilonu 6, gdzie organizatory rozlokowali blok gier elektronicznych. Tutaj to dopiero trwała prawdziwa zabawa. Wirtualna rzeczywistość, Lol, tablety graficzne oraz nowoczesna technologia. Oczywiście w porównaniu z PGA omawiana sala stanowiła jedynie namiastka tamtego wydarzenia, jednakże nie byłem w żadnym wypadku rozczarowany, Pyrkon to w końcu festiwal fantastyki, a nie gier. Podczas gdy moja dziewczyna zdecydowała się wypróbować elektryczną deskorolkę – uważajcie, naprawdę łatwo z niej upaść na twarz, ja ruszyłem na podbój stoiska gier Nintendo, gdzie wypróbowałem Hellblade: Senua’s Sacrifice, piekielnie dobra pozycja. Tymczasem mojej towarzyszce poleciłem sprawdzić drugą część Bayonetty, która jest w mojej opinii jeszcze bardziej zakręcona niż jej poprzedniczka. Oczywiście to nie jedyne tytuły, w jakie było można tutaj zagrać. Warto też wspomnieć o Zeldzie lub drugiej części Wolfenstein . Następnie pograliśmy na Switchu w Mario Tennis Aces, która łączy nie tylko przyjemność z grania, ale zmusza też do wysiłku fizycznego. Świetna zabawa dla dwóch graczy.

Potem, a jakże inaczej, wpadliśmy potańczyć na Just dance 2019. Zabawa mijała nam tak przyjemnie, iż zanim się obejrzeliśmy czas imprezy dobiegł końca i trzeba było opuścić mury Międzynarodowych Targów Poznańskich. I to by było na tyle. Tegoroczny Pyrkon opuściłem z uśmiechem na ustach i małą łezką w oku. Czy było mi żal, że już po wszystkim? Oczywiście! Mógłbym się tu bawić nawet tydzień, ale wszystko, co dobre, szybko się kończy. Mam nadzieję, że udało mi się, choć w małym ułamku przybliżyć Wam klimat imprezy i zachęcić do odwiedzenia przyszłej edycji omawianego konwentu. Zatem do zobaczenia za rok!

Autor: Bartosz Kęprowski
Zdjęcia: Małgorzata Morawska